|
Archiwum
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
KONTAKT: Piotr Skucha, e-mail: pskucha@wp.pl
Kopiowanie, publikowanie i wykorzystywanie treści zamieszczonych na niniejszym blogu bez wcześniejszej konsultacji z jego autorem jest absolutnie zabronione!
Kopiowanie zdjęć lub ich fragmentów bez zgody autora jest zabronione. USTAWA z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
ARCHITEKTURA MILITARIS:
CZASOPISMA:
DEFINICJE:
INSTYTUCJE:
KONSERWACJA ZABYTKÓW
PARKI KULTUROWE:
SKANSENY I MUZEA:
STRONY O ZABYTKACH:
STRONY PRZYJACIÓŁI INNE GODNE POLECENIA:
URZĘDY:
WYBITNE POSTACIE:
ZABYTKI TECHNIKI:
ZABYTKOWA KOLEJ:
Tagi
|
piątek, 30 grudnia 2011
Ze względu na zachowany duży zespół tradycyjnego budownictwa ludowego Chochołów nazywany jest „perłą Podhala”. Historyczna architektura oraz układ zabudowy szczęśliwie przetrwały do naszych czasów, cudownie obroniwszy się przed wpływami panujących w czasach PRL-u trendów. Drewniana i zabytkowa pozostała centralna i zarazem najstarsza część wsi. Po II wojnie światowej, szczególnie w latach 70 – tych i 80 – tych układ drewnianych budynków obrósł luźną tkanką monstrualnych, murowanych domów, których charakter i proporcje nijak się mają do tradycyjnego, podhalańskiego stylu. Oczywiście, podobnie jak w innych rejonach Podhala wśród agresywnej współczesnej zabudowy zachowały się pojedyncze tradycyjne budynki, które jednak giną w lesie kilkukondygnacyjnych domów wczasowych. W starym Chochołowie zdecydowanie dominują drewniane chałupy, tworząc niepowtarzalny żywy skansen podhalańskiej zabudowy. Można sądzić, że fakt kompleksowego zachowania historycznego zespołu wynika poniekąd z położenia wsi na uboczu. Tutaj wyraźnie mniej inwestowano a jeśli już to inaczej. Góralom z Chochołowa nie można odmówić też przywiązania do tradycji. Mieszkańcy dbają o należyte utrzymanie swoich sędziwych chat i są zwyczajnie dumni ze swych zabytków. Uwidacznia się to w dosyć oryginalnym sposobie pielęgnowania drewnianych ścian. Otóż przed najważniejszymi świętami, a szczególnie przed Świętami Wielkanocnymi, gospodarze myją drewniane belki wodą z mydłem. W efekcie drewno przybiera charakterystyczny jasny odcień. W przypadku chałup nadbudowanych, gospodarze przeważnie myją ściany tylko na wysokości parteru – w zasięgu ręki. Dlatego w niektórych domach ściany pięter, poddaszy i lukarn są wyraźnie ciemniejsze. Ów rezerwat reprezentuje typ zabudowy ulicowej. Budynki zwrócone są ścianami szczytowymi do drogi. Chałupy posiadają konstrukcję wieńcową z wiązaniami węgłów na obłap. Charakterystyczne są dachy przyczółkowe, w większości kryte tradycyjnym gontem. W przypadku niektórych chat gont zastąpiono blachą, a nawet płytami eternitowymi. Większość zabudowań pochodzi z pierwszej połowy XIX wieku. Na uwagę zasługuje dom nr 24, nazywany „chałupą z jednej jedli”. Według przekazów elewację wybudowano z grubych belek pochodzących z pnia jednej grubej jodły. W chałupie pochodzącej z XVIII wieku, pod adresem Chochołów 75 mieści się Muzeum Powstania Chochołowskiego – oddział Muzeum Tatrzańskiego. XIX - wieczne drewniane budynki są tutaj wciąż użytkowane zgodnie ze swoim przeznaczeniem. W niektórych domach funkcjonują współczesne punkty usługowe, w tym nawet apteka.
Zabudowa starej części Chochołowa jest dosyć gęsta. Przez wieś przebiega dosyć ruchliwa trasa łącząca Jabłonkę i Czarny Dunajec z Zakopanem. Pomiędzy drewnianymi chałupami z hukiem pędzą samochody, a wśród nich głośne tiry. Jest to uciążliwe tym bardziej, że pomiędzy liniami zabudowy pozostaje stosunkowo niewiele miejsca, a chodnik znajduje się tylko po zachodniej stronie ulicy. Rozpędzone pojazdy rozchlapują na boki błoto i roztopiony śnieg zanieczyszczając przy okazji elewacje budynków. Niektórzy gospodarze zdecydowali się zabezpieczyć drewniane ściany chałup płachtami folii. Nie wygląda to wcale dobrze i choć zabieg ten służy zabezpieczeniu drewnianych ścian to jednak znacznie pogarsza wizerunek estetyczny zabytków. Uważam, że poważnym problemem zabytkowego Chochołowa jest właśnie uciążliwy ruch samochodów, który z pewnością przeszkadza mieszkańcom, powoduje zagrożenie dla przechodniów, odstrasza turystów i uniemożliwia swobodne podziwianie zabytkowej architektury. W przestrzeń drewnianej wsi wdzierają się także pojedyncze nieestetyczne szyldy reklamowe. To oczywiste, że w aktualnych okolicznościach wyeliminowanie z zabytkowej przestrzeni wszystkich elementów infrastruktury technicznej i drogowej jest niemożliwe, jednak można starać się te elementy w miarę możliwości ukryć. Szyld reklamowy jeśli już musi być, to wcale nie musi straszyć. Argument że „tam przecież normalnie mieszkają ludzie” nie bardzo do mnie przemawia. To kwestia priorytetów. Uważam, że jeśli społeczność Chochołowa stawia na turystykę i dostrzega dużą wartość zabytkowego układu wsi to odpowiednie utrzymanie krajobrazu zabytkowej przestrzeni nie powinno być trudne. W Europie zachodniej widziałem o wiele większe zespoły urbanistyczne doprowadzone pod tym względem do perfekcji. Stary Chochołów nie jest rozległy. ”Na oko” to zaledwie czterysta metrów zabudowy wzdłuż ulicy. Moim zdaniem naprawdę niewiele potrzeba, aby z drewnianego centrum Chochołowa uczynić jeszcze bardziej atrakcyjną atrakcję. Duża część chochołowskich chałup figuruje w rejestrze zabytków. Jedyny zachowany w tak dużej skali na Podhalu, zespół historycznej zabudowy drewnianej jest także objęty patronatem UNESCO.
( fot. P. Skucha, grudzień 2011 r. )
niedziela, 25 grudnia 2011
Deficyt czasu powoduje, że od kilku miesięcy zaniedbuję zabytkowo.blox.pl. To oczywiście nie oznacza braku aktywności na polu eksploracji zabytków. Zapewniam, że pasja się rozwija, a konsekwencja w działaniu przynosi efekty. Temat, któremu poświęcony jest niniejszy blog jest bardzo szeroki. Profesjonalne i rzetelne ogarnięcie rozległego zakresu przedmiotowej tematyki jest niemożliwe. Ta sytuacja naturalnie wymusza skupienie się na konkretnych i najbardziej frapujących wątkach. Nie ukrywam, że najwięcej uwagi poświęciłem zabytkom techniki i architektury obronnej, a w szczególności zabytkowej inżynierii i architekturze kolejowej oraz zabytkom młynarstwa wodnego. Dlatego przewiduję, że blog będzie przede wszystkim poświęcony tym dziedzinom. Sądząc po odzewie na dotychczas opublikowany materiał, zauważam, że dużym zainteresowaniem cieszy się także tradycyjne budownictwo drewniane, a przede wszystkim stare chałupy. Jest to temat pozornie popularny, ale tak naprawdę wciąż bardzo słabo opisany. W związku z tym obiecuję, że dokumentując odnalezione budynki nie omieszkam umieszczać tutaj ich zdjęć opatrzonych tak jak dotąd krótkim komentarzem. Powiększający się zasób materiałów dopinguje do opracowania monografii książkowej. Sytuacja powoli do tego dojrzewa. Póki co regularnie powstają teksty na temat historycznych obiektów kolejowych w Małopolsce. Część z nich jest publikowana w miesięczniku społeczno – kulturalnym „Kraków”, do lektury którego zachęcam. Otrzymuję regularnie maile z informacjami o rozmaitych obiektach, zapytania a nawet telefony od osób zatroskanych o los wartościowych i historycznych budynków. Przepraszam wszystkich, którym nie odpowiedziałem ale zwyczajnie brakuje na to czasu. Z tego samego powodu to co tutaj zamieszczam to tylko niewielka część rezultatów eksploracji i wypraw terenowych. Zabytkowo.blox.pl zaledwie sygnalizuje temat i inspiruje do samodzielnych poszukiwań. Tym razem proponuję spojrzeć na wspaniały i wciąż czynny zabytek młynarstwa – młyn wodny w Ratajowie pod Słomnikami. Obiekt zasilany jest wodą ze Szreniawy. Jej aktualne koryto stanowiło kiedyś kanał młynówki odgałęziający się od głównego nurtu rzeki. Czterokondygnacyjna część ceglana powstała w 1904 r. natomiast trzykondygnacyjny drewniany budynek o konstrukcji słupowej pochodzi z lat 30 – tych XX wieku. Przylegająca do starego młyna komora turbinowa była kilkakrotnie przebudowywana. Jej obecny kształt to efekt współczesnych modernizacji. Stawidło i komora betonowe. Przy śluzie współczesna betonowa przepławka dla ryb. Młyn funkcjonuje jako wodno – elektryczny. Jest wyposażony w pionową turbinę Francisa wyprodukowaną w firmie Kryżela i Wojakowskiego w Radomsku. Konstrukcja śluzy oparta na stalowej kratownicy posiada trzy zasuwy. Woda spada na turbinę z wysokości 3,5 m. Wewnątrz zachowało się oryginalne historyczne wyposażenie: mlewnik prod. St. Weigla z Łodzi oraz maszyny czyszczące. Młyn charakteryzuje się wyjątkowo piękną i proporcjonalną architekturą typową dla obiektów przemysłowych z pierwszej połowy XX w. Ceglane elewacje starszej części doskonale korespondują z typową dla lat 30 – tych sylwetką budynku drewnianego. Bryła budynków nie ulegała przebudowom. Istotnym atutem jest fakt, że młyn pozostaje wciąż czynny.
(fot. P. Skucha)
(fot. P. Skucha)
(fot. P. Skucha)
czwartek, 10 listopada 2011
sobota, 05 listopada 2011
(fot. P. Skucha, listopad 2011 r.)
Zdjęcie przedstawia opuszczoną chałupę w Kamionce pod Kozłowem ( Woj. Małopolskie ). Ktoś mógłby zarzucić, że publikuję zdjęcia budynków o miernej wartości architektoniczno – kulturowej, a wszystko co drewniane i wyglądające na stare klasyfikuję przesadnie jako zabytkowe. Być może czasami tak jest, ale trudno przejść obojętnie obok takich pomników historii. Tradycyjna drewniana architektura znika obecnie w błyskawicznym tempie. O ile np. zabytki architektury obronnej czy sakralnej przyciągają uwagę i są zewsząd dokumentowane oraz opisywane, to zwykłe drewniane chałupy odchodzą na zawsze, zapomniane i niedostrzegane.
środa, 07 września 2011
niedziela, 04 września 2011
W południowej części kraju zabytkowe wiatraki są rzadkością i dużą osobliwością. Młynarstwo wietrzne nie było tutaj tak popularne jak na Pomorzu czy w Wielkopolsce. W Małopolsce warunki przyrodnicze bardziej sprzyjały młynarstwu wodnemu. Liczbę i rozmieszczenie młynów wiatrowych wskazują stare mapy. Ich studiowanie dowodzi, że jeszcze w okresie międzywojennym w niektórych rejonach mielono zboże przy pomocy silników wiatrowych. Zagłębiem wiatraków w południowej części kraju była z pewnością północna Kielecczyzna, ale młyny wiatrowe pracowały też na Podkarpaciu a nawet w okolicach Krakowa. Dzisiaj trudno w to uwierzyć, że np. w okolicach Parszowa jeszcze przed II wojną światową pracowało kilka koźlaków albo, że w rejonie podkrakowskich Świątnik kilkadziesiąt lat temu mielono zboże w wiatraku.
Z czasów dzieciństwa zapamiętałem stary niewielki wiatrak gospodarczy usytuowany wśród pół w okolicach Bodzentyna. Natrafiliśmy na niego około 1989 r. zupełnie przypadkowo podczas jednej z wielu rodzinnych wypraw w Góry Świętokrzyskie. Obiekt zapadł w pamięci głownie ze względu na niewielką kubaturę. Dotąd oprócz wiatraków z Dębna i Muzeum Wsi Kieleckiej w Tokarni, nie znałem żadnych innych zabytków młynarstwa wietrznego. Głęboko w pamięci utkwiły także wiatraki z Żuław, które podziwialiśmy w 1986 r. Wszystkie te obiekty to klasyczne duże koźlaki. Niska i smukła sylweta wiatraka spod Bodzentyna przeczyła moim dotychczasowym wyobrażeniom, ukształtowanym obserwacjami w terenie i lekturą przygód Don Kichota. Ryciny w książce przedstawiały przecież szturmy błędnego rycerza na wielgaśne holendry. Pod Bodzentynem zobaczyliśmy uroczy i fascynujący wrak miniaturowego młyna wietrznego, odbiegającego wizerunkiem od tego co do tej pory w swojej dziecięcej świadomości uważałem za wiatrak.
Podjęte po latach próby zlokalizowania zapamiętanego zabytku okazały się nieudane. Wiatrak przepadł bez śladu albo raczej przeminął z wiatrem, a z perspektywy minionych 22 lat trudno nawet ogólnie określić jego lokalizację. Ostatnio dowiedziałem się o istnieniu innego, ostatniego już zabytkowego młyna wietrznego w ścisłym obrębie Gór Świętokrzyskich i to właśnie w rejonie Bodzentyna. Poszukiwanie zabytku nie było łatwe. Posiadając bardzo ogólne dane dotyczące lokalizacji, które otrzymałem od kolegi – znakomitego znawcy krajobrazu kulturowego i historii Gór Świętokrzyskich, liczyłem przede wszystkim na wskazówki od autochtonów. Okazało się, że żaden z napotkanych mieszkańców nic nie wie o jakimkolwiek istniejącym wiatraku. Co więcej nawet straszy mieszkaniec ulicy przy której znajduje się zabytek twierdził, że „żadnego wiatraka tutaj już nie ma, że był kiedyś jeden na łąkach ale nie ma po nim śladu i jak nie wierzę to żebym sobie uparcie szukał dalej” … bez skutku oczywiście. Biorąc pod uwagę kameralną skalę miasta i ilość moich rozmówców odpowiedzialnie stwierdzam, że mieszkańcy Bodzentyna kompletnie nie znają swojego miasteczka. Były osoby które z przekonaniem w głosie kierowały mnie w zupełnie innym kierunku, byli też tacy, których pytanie o wiatrak wprawiało w osłupienie! Wreszcie cenne wskazówki od Bartka, krztyna intuicji i zwykły przypadek zaprowadziły mnie na miejsce.
Oto ujrzałem ukryty wśród drzew niewielki wiatrak gospodarczy posiadający cechy konstrukcyjne klasycznego holendra. Wiatrak posiada korpus o konstrukcji drewnianej wybudowany na rzucie kwadratu o wysokości około 7 m. i ściany kryte gontem. Wejście do komory korpusu umożliwiają wąskie i niskie drzwiczki usytuowane we wschodniej elewacji. Niestety nie zachowało się wyposażenie wnętrza, które obecnie pełni funkcje magazynowo – gospodarcze. Na szczycie korpusu istnieje czapa dachowa z reliktami podwójnych śmigieł. Czapa obracała się na stalowej rolce przy pomocy suwaków wykonanych z kryz od łusek artyleryjskich. Obok w zaroślach znajduje się ruina drewnianego domu dawnego właściciela oraz ruina drewnianej stodoły krytej gontem. Bezpośrednie sąsiedztwo posesji aktualnego właściciela wiatraka zapobiega aktom wandalizmu. Dzięki troskliwej opiece gospodarza i szczęśliwym usytuowaniu zabytku na tyłach gospodarstw wiatrak przetrwał do naszych czasów. Zadrzewienia wokół wskazują, że dawno już stracił funkcje przemysłowe. Zniszczenia jego substancji wynikają przede wszystkim z warunków atmosferycznych. O ile ściany i konstrukcja korpusu zachowały się w stanie dosyć dobrym, to najbardziej narażona na wilgoć, wiatr i śnieg czapa zdążyła już ulec korozji. Trudno oszacować wiek zabytku. Mając na uwadze stan elementów konstrukcyjnych i pokrycia ścian oraz konstrukcje czapy należy sądzić, że wiatrak powstał po II wojnie światowej. Być może stanowi przebudowany starszy obiekt lub powstał na miejscu wcześniejszego. Według właściciela poniżej na łąkach znajdował się podobny wiatrak po którym nie zachowały się żadne czytelne ślady.
wtorek, 07 czerwca 2011
Miasteczko Galicyjskie w Nowym Sączu to bardzo śmiała i oryginalna w skali kraju inicjatywa zrealizowana ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego oraz Województwa Małopolskiego przez Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu. W sąsiedztwie Sądeckiego Parku Etnograficznego na terenie dzielnicy Piątkowa wytyczono układ ulic i wprowadzono zabudowę imitującą strukturę urbanistyczną kameralnego miasteczka typowego dla Galicji z przełomu XIX i XX w. Zrealizowano w sumie 20 budynków rozmieszczonych wokół rynku i dobiegających do niego ciasnych uliczek. Z założenia miałem unikać prezentowania tutaj architektoniczno – krajobrazowych stylizacji historycznych, nastawiając się na dokumentowanie i przedstawianie autentycznych zabytków, najlepiej tych niedostrzeganych i pomijanych w opracowaniach. W tym przypadku świadomie odstępuję od tej reguły, będąc pełnym uznania dla ciekawej i słusznej inicjatywy. Uważam, że duża wartość przedmiotowej inwestycji polega na możliwe starannej rekonstrukcji budynków, które albo miały powstać a nie powstały, albo uległy zniszczeniu na skutek rozmaitych burz dziejowych. Oprócz odtworzenia kubatur i elewacji budynków oraz przestrzeni małomiasteczkowego rynku z tradycyjną studnią, kapliczką i brukową nawierzchnią, autorzy eksperymentu postarali się o stylową aranżację wnętrz. Dominującym budynkiem jest ratusz, będący repliką ratusza ze Starego Sącza. Budowa pierwowzoru nie została ukończona z powodu pożaru jaki strawił miasteczko na początku XIX w. Ratusz w Galicyjskim Miasteczku zrekonstruowano dzięki zachowanym projektom syndyka miejskiego. We wnętrza wprowadzono funkcje konferencyjno – edukacyjne z kawiarnią, salonem wystawowym i pokojami gościnnymi. Uwagę zwraca także usytuowany na tyłach zabudowy klasycystyczny dwór szlachecki z Łososiny Górnej, który stanowi przybliżoną kopię budynku z XVIII w., zniszczonego w latach 70 – tych XX stulecia. Wnętrza dworku mieszczą bibliotekę muzealną a zieleń nasadzana w jego otoczeniu ma w przyszłości imitować typową dla założeń dworskich zieleń parkową. W zespole jest też remiza strażacka wzorowana na podobnych remizach z Lipnicy i Biegonic, mieszcząca ekspozycje dotyczącą historycznego sprzętu gaśniczego. Wokół rynku powstała też karczma (z Orawki), zespół domów z Krościenka, Starego Sącza i Zakliczyna, dom z Lanckorony, dom z Czchowa oraz dom z Lipnicy Murowanej. W zrekonstruowanych domach mieści się m.in. zakład krawiecki, pracownia rzeźbiarska, apteka, pracownia zegarmistrza i zakład fotograficzny. Ekspozycja jest żywa tzn. zwiedzający nie tylko oglądają stylizowane wnętrza ale mają okazje przyjrzeć się pracy rzemieślników a nawet w niej uczestniczyć. Na terenie Miasteczka odbywają się koncerty, festyny i wystawy. Świeżo wybudowane miasteczko może śmiało pretendować do ostatniego w kraju miasta zrealizowanego kompleksowo i konsekwentnie od podstaw. Nie razi tutaj sterylność nawierzchni i faktur ani żadne techniczne instalacje wymagane choćby ze względów p. pożarowych. Wszystko urządzono ze smakiem. Obserwując krajobraz autentycznych galicyjskich miasteczek, nabiera się wrażenia, że wiele z nich miałoby a do zaoferowania podobny i co więcej prawdziwy walor. W podobnym stylu dzięki umiejętnej polityce przestrzennej możliwe byłoby utrzymanie choćby rynku w Tymbarku, w Lipnicy Murowanej, w Grybowie, w Myślenicach itd… Przykłady takich zamierzeń występują np. we Francji, gdzie udaje się zachować wygląd i nastrój całych zespołów historycznej zabudowy pochodzącej nie tylko z XVIII w. ale nawet ze średniowiecza. W Polsce panuje niestety specyficzne bezguście objawiające się kulturą tujowych skwerów i drewnianych kół od wozów ostentacyjnie eksponowanych na odlewanych żeliwnych balustradach reklamujących piwo. Zatem ratunkiem pozostaje nam wizyta w Galicyjskim Miasteczku, które szczerze i gorąco wszystkim polecam.
Repliki domów przysłupowych z Zakliczyna. Mieszczą sklep kolonialny, magiel i salon fryzjerski oraz posterunek żandarmerii. (fot. P. Skucha, czerwiec 2011 r.)
Rynek w Miasteczku Galicyjskim. W głębi widoczna karczma z Orawki. (fot. P. Skucha, czerwiec 2011 r.)
Perspektywa rynku. (fot. P. Skucha, czerwiec 2011 r.)
Widok na rynek i domki (od lewej) z Lanckorony i kolejne trzy z Krościenka. (fot. P. Skucha, czerwiec 2011 r.)
Perspektywa rynku zamknięta dominującą bryłą ratusza ze Starego Sącza. Na pierwszym planie kapliczka z Lipnicy Murowanej z figurą św. Jana Nepomucena, dalej studnia altanowa. (fot. P. Skucha, czerwiec 2011 r.)
sobota, 21 maja 2011
Poniższe zdjęcia przedstawiają eksponowany w Nadwiślańskim Parku Etnograficznym w Wygiełzowie młyn wodny pochodzący z miejscowości Sadek. Zabytek pochodzi z II połowy XIX w. Pod jednym dachem umieszczono funkcję młyńską i mieszkalną Połowa budynku od strony koryta młynówki mieściła oczywiście część przemysłową . Niestety nie zachowało się oryginalne wyposażenie mlewnika. Na aktualny wizerunek budynku znacznie rzutuje brak koła wodnego, co utrudnia odczytanie pierwotnej funkcji zabytku. Wewnątrz odtworzono częściowo wyposażenie izby mieszkalnej. Pod wschodnią elewacją wyeksponowano kamienie młyńskie – bieguny.
( fot. P. Skucha, maj 2011 )
( fot. P. Skucha, maj 2011 )
( fot. P. Skucha, maj 2011 )
czwartek, 05 maja 2011
Poniższe zdjęcia przedstawiają nieczynny młyn wodny przy ul. Podgórskiej w Andrychowie. Zachowany budynek powstał w 1860 r. Wraz z usytuowanym po drugiej stronie młynówki i niestety nieistniejącym już tartakiem wodnym stanowił własność rodziny Okrzosów i Kusiów. Młyn, dzieląc losy wielu innych tego typu zakładów został zamknięty na skutek nieprzychylnej polityki państwa w 1955 r. Do końca funkcjonowania był napędzany kołem wodnym nasiębiernym. Architektura młyna wyróżnia się dosyć ciekawym detalem, co w przypadku obiektów przemysłowych o podobnej funkcji i skali zdarzało się rzadko . Elewację północną zdobi kunsztowny portal, ząbkowany gzyms i sztukateria wyobrażająca motywy roślinne. Niestety nie zachowało się wyposażenie wnętrza, co zdaniem gospodarza jest głównym powodem dla jakiego konserwator nie umieszcza obiektu w rejestrze zabytków. Jedynymi zachowanymi elementami napędu jest eksponowany przed wschodnia elewacją oryginalny wał koła oraz prezentowany w ogrodzie kamień młyński tzw. „Francuz” wykonany ze znanych i cenionych w przemyśle młynarskim kamieni sprowadzanych z terenu Francji. Zachowany murowany budynek młyna, drożna lecz wypłycona młynówka, fundamenty budynku tartaku wodnego, grobla oraz spiętrzenie wody na dawnym stawie. Budynek młyna stanowi część niezwykle osobliwego prywatnego muzeum, poświęconego historii i kulturze Andrychowa. Obok we wnętrzach budynku mieszkalnego eksponowane są bogate zbiory historycznych przedmiotów codziennego użytku, dokumentów, obrazów i wyposażenia wnętrz. W osobnym budynku zgromadzono pamiątki dotyczące kultury andrychowskich Żydów. Muzeum Historyczno Etnograficzne w Andrychowie jest udostępnione do zwiedzania po wcześniejszym uzgodnieniu z gospodarzem – panem Edwardem Wincentym Szlagorem. Polecam stronę Muzeum: http://www.muzeum.andrychow.pl
Budynek młyna z 1860 r. Widok od strony młynówki. (fot. P. Skucha, kwiecień 2011 r.)
Budynek młyna od strony młynówki. Widoczny zamurowany otwór, wktórym osadzony był wał koła.(fot. P. Skucha, kwiecień 2011 r.)
Okienko w elewacji wschodniej budynku młyna. (fot. P. Skucha, kwiecień 2011 r.)
Dekorowany portal wejściowy w elewacji północnej. (fot. P. Skucha, kwiecień 2011 r.)
Zachowany oryginalny biegun - "Francuz" z widocznym otworem na osadzenie paprzycy oraz zaokrąglonymi ryflami usprawniającymi proces przemiału. (fot. P. Skucha, kwiecień 2011 r.)
wtorek, 03 maja 2011
Centrum Kultury i Sportu w Krzeszowicach Galeria w Pałacu Vauxhall zaprasza na wystawę RYSUNKU I MALARSTWA W I K T O R A Z I N A 6 maja 2011, piątek godz. 18.00 Tego znakomitego architekta i genialnego rysownika reklamować nie trzeba – z telewizyjnych programów i audycji radiowych zna go cała Polska. Nie wszyscy natomiast wiedzą, że Profesor szczególnie kochał nasze Krzeszowice, że wielokrotnie organizowane były jego spotkania „piórkiem i węglem” oraz aukcje powstałych na nich rysunków, a dochód z nich Profesor przeznaczał w całości na zasilenie Interwencyjnego Zespołu Pomocy Międzyludzkiej. On też wraz ze studentami wykonał dokumentację Pałacu Potockich, był promotorem prac magisterskich o Pałacu i czynił starania o to, aby ten piękny obiekt służył ludziom. Jak napisał w swojej książce „Zin Architekt piękna” Jerzy Skrobot: Określanie profesora Zina mianem człowieka renesansowego jest zapewne truizmem, lecz trudno pominąć ten epitet, jeśli przyjdzie wyliczyć specjalności, w których jest mistrzem: architekt, konserwator zabytków, rysownik, malarz, scenograf, pedagog, pisarz, osobowość telewizyjna, znakomity mówca i gawędziarz, kulturoznawca, ba, nawet urzędnik państwowy…Krótko mówiąc jedna z najciekawszych postaci polskiej kultury drugiej połowy XX wieku (…) Informacja ze strony: http://www.kulturakrzeszowice.pl |