Blog ma na celu popularyzację zagadnień związanych z zabytkową architekturą, krajobrazem kulturowym i problematyką ochrony, konserwacji oraz adaptacji obiektów zabytkowych.
O autorze
Zakładki:
KONTAKT: Piotr Skucha, e-mail: pskucha@wp.pl
Kopiowanie, publikowanie i wykorzystywanie treści zamieszczonych na niniejszym blogu bez wcześniejszej konsultacji z jego autorem jest absolutnie zabronione!
Kopiowanie zdjęć lub ich fragmentów bez zgody autora jest zabronione. USTAWA z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
ARCHITEKTURA MILITARIS:
CZASOPISMA:
DEFINICJE:
INSTYTUCJE:
KONSERWACJA ZABYTKÓW
PARKI KULTUROWE:
SKANSENY I MUZEA:
STRONY O ZABYTKACH:
STRONY PRZYJACIÓŁ I INNE GODNE POLECENIA:
URZĘDY:
WYBITNE POSTACIE:
ZABYTKI TECHNIKI:
ZABYTKOWA KOLEJ:
środa, 07 września 2011
niedziela, 04 września 2011

W południowej części kraju zabytkowe wiatraki są rzadkością i dużą osobliwością. Młynarstwo wietrzne nie było tutaj tak popularne jak na Pomorzu czy w Wielkopolsce.

W Małopolsce warunki przyrodnicze bardziej sprzyjały młynarstwu wodnemu. Liczbę i rozmieszczenie młynów wiatrowych wskazują stare mapy. Ich studiowanie dowodzi, że jeszcze w okresie międzywojennym w niektórych rejonach mielono zboże przy pomocy silników wiatrowych. Zagłębiem wiatraków w południowej części kraju była z pewnością północna Kielecczyzna, ale młyny wiatrowe pracowały też na Podkarpaciu a nawet w okolicach Krakowa. Dzisiaj trudno w to uwierzyć, że np. w okolicach Parszowa jeszcze przed II wojną światową pracowało kilka koźlaków albo, że w rejonie podkrakowskich Świątnik kilkadziesiąt lat temu mielono zboże w wiatraku.

 

Z czasów dzieciństwa zapamiętałem stary niewielki wiatrak gospodarczy usytuowany wśród pół w okolicach Bodzentyna. Natrafiliśmy na niego około 1989 r. zupełnie przypadkowo podczas jednej z wielu rodzinnych wypraw w Góry Świętokrzyskie. Obiekt zapadł w pamięci głownie ze względu na niewielką kubaturę. Dotąd oprócz wiatraków z Dębna i Muzeum Wsi Kieleckiej w Tokarni, nie znałem żadnych innych zabytków młynarstwa wietrznego. Głęboko w pamięci utkwiły także wiatraki z Żuław, które podziwialiśmy w 1986 r. Wszystkie te obiekty to klasyczne duże koźlaki. Niska i smukła sylweta wiatraka spod Bodzentyna przeczyła moim dotychczasowym wyobrażeniom, ukształtowanym obserwacjami w terenie i lekturą przygód Don Kichota. Ryciny w książce przedstawiały przecież szturmy błędnego rycerza na wielgaśne holendry. Pod Bodzentynem zobaczyliśmy uroczy i fascynujący wrak miniaturowego młyna wietrznego, odbiegającego wizerunkiem od tego co do tej pory w swojej dziecięcej świadomości uważałem za wiatrak.

 

Podjęte po latach próby zlokalizowania zapamiętanego zabytku okazały się nieudane.  Wiatrak przepadł bez śladu albo raczej przeminął z wiatrem, a z perspektywy minionych 22 lat trudno nawet ogólnie określić jego lokalizację.

Ostatnio dowiedziałem się o istnieniu innego, ostatniego już zabytkowego młyna wietrznego w ścisłym obrębie Gór Świętokrzyskich i to właśnie w rejonie Bodzentyna.  Poszukiwanie zabytku nie było łatwe. Posiadając bardzo ogólne dane dotyczące lokalizacji, które otrzymałem od kolegi – znakomitego znawcy krajobrazu kulturowego i historii Gór Świętokrzyskich, liczyłem przede wszystkim na wskazówki od autochtonów.  Okazało się, że żaden z napotkanych mieszkańców nic nie wie o jakimkolwiek istniejącym wiatraku. Co więcej nawet straszy mieszkaniec ulicy przy której znajduje się zabytek twierdził, że „żadnego wiatraka tutaj już nie ma, że był kiedyś jeden na łąkach ale nie ma po nim śladu i jak nie wierzę to żebym sobie uparcie szukał dalej” … bez skutku oczywiście.  Biorąc pod uwagę kameralną skalę miasta i ilość moich rozmówców odpowiedzialnie stwierdzam, że mieszkańcy Bodzentyna kompletnie nie znają swojego miasteczka. Były osoby które z przekonaniem w głosie kierowały mnie w zupełnie innym kierunku, byli też tacy, których pytanie o wiatrak wprawiało w osłupienie! Wreszcie cenne wskazówki od Bartka, krztyna intuicji  i zwykły przypadek zaprowadziły mnie na miejsce.

 

Oto ujrzałem ukryty wśród drzew niewielki wiatrak gospodarczy posiadający cechy konstrukcyjne klasycznego holendra.

Wiatrak posiada korpus o konstrukcji drewnianej wybudowany na rzucie kwadratu o wysokości około 7 m. i ściany kryte gontem. Wejście do komory korpusu umożliwiają wąskie i niskie drzwiczki usytuowane we wschodniej elewacji. Niestety nie zachowało się wyposażenie wnętrza, które obecnie pełni funkcje magazynowo – gospodarcze. Na szczycie korpusu istnieje czapa dachowa z reliktami podwójnych śmigieł. Czapa obracała się na stalowej rolce przy pomocy suwaków wykonanych z kryz od łusek artyleryjskich. Obok w zaroślach znajduje się ruina drewnianego domu dawnego właściciela oraz ruina drewnianej stodoły krytej gontem. Bezpośrednie sąsiedztwo posesji aktualnego właściciela wiatraka zapobiega aktom wandalizmu. Dzięki troskliwej opiece gospodarza i szczęśliwym usytuowaniu zabytku na tyłach gospodarstw wiatrak przetrwał do naszych czasów.  Zadrzewienia wokół wskazują, że dawno już stracił funkcje przemysłowe. Zniszczenia jego substancji wynikają przede wszystkim z warunków atmosferycznych. O ile ściany i konstrukcja korpusu zachowały się w stanie dosyć dobrym, to najbardziej narażona na wilgoć, wiatr i śnieg czapa  zdążyła już ulec korozji. Trudno oszacować wiek zabytku. Mając na uwadze stan elementów konstrukcyjnych i pokrycia ścian oraz konstrukcje czapy należy sądzić, że wiatrak powstał po II wojnie światowej. Być może stanowi przebudowany starszy obiekt lub  powstał na miejscu wcześniejszego. Według właściciela poniżej na łąkach znajdował się podobny wiatrak po którym nie zachowały się żadne czytelne ślady.

Wiatrak w Bodzentynie(fot. P. Skucha, wrzesień 2011)

Wiatrak w Bodzentynie(fot. P. Skucha, wrzesień 2011)

Wiatrak w Bodzentynie(fot. P. Skucha, wrzesień 2011)

Wiatrak w Bodzentynie(fot. P. Skucha, wrzesień 2011)

wtorek, 07 czerwca 2011

Miasteczko Galicyjskie w Nowym Sączu to bardzo śmiała i oryginalna w skali kraju inicjatywa zrealizowana ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego oraz Województwa Małopolskiego przez Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu. W sąsiedztwie Sądeckiego Parku Etnograficznego na terenie dzielnicy Piątkowa wytyczono układ ulic i wprowadzono zabudowę imitującą strukturę urbanistyczną kameralnego miasteczka typowego dla Galicji z przełomu XIX i XX w. Zrealizowano w sumie 20 budynków rozmieszczonych wokół rynku i dobiegających do niego ciasnych uliczek. Z założenia miałem unikać prezentowania tutaj architektoniczno – krajobrazowych stylizacji historycznych, nastawiając się na dokumentowanie i przedstawianie autentycznych zabytków, najlepiej tych niedostrzeganych i pomijanych w opracowaniach. W tym przypadku świadomie odstępuję od tej reguły, będąc pełnym uznania dla ciekawej i słusznej inicjatywy. Uważam, że duża wartość przedmiotowej inwestycji polega na możliwe starannej rekonstrukcji budynków, które albo miały powstać a nie powstały, albo uległy zniszczeniu na skutek rozmaitych burz dziejowych.  Oprócz odtworzenia kubatur i elewacji budynków oraz przestrzeni małomiasteczkowego rynku z tradycyjną studnią, kapliczką i brukową nawierzchnią, autorzy eksperymentu postarali się o stylową aranżację wnętrz.

Dominującym budynkiem jest ratusz, będący repliką ratusza ze Starego Sącza. Budowa pierwowzoru nie została ukończona z powodu pożaru jaki strawił miasteczko na początku XIX w. Ratusz w Galicyjskim Miasteczku zrekonstruowano dzięki zachowanym projektom syndyka miejskiego. We wnętrza wprowadzono funkcje konferencyjno – edukacyjne z kawiarnią, salonem wystawowym i pokojami gościnnymi.

Uwagę zwraca także usytuowany na tyłach zabudowy klasycystyczny dwór szlachecki z Łososiny Górnej, który stanowi przybliżoną kopię budynku z XVIII w., zniszczonego w latach 70 – tych XX stulecia. Wnętrza dworku mieszczą bibliotekę muzealną a zieleń nasadzana w jego otoczeniu ma w przyszłości imitować typową dla założeń dworskich zieleń parkową.

W zespole jest też remiza strażacka wzorowana na podobnych remizach z Lipnicy i Biegonic, mieszcząca ekspozycje dotyczącą historycznego sprzętu gaśniczego. Wokół rynku powstała też karczma (z Orawki), zespół domów z Krościenka, Starego Sącza i Zakliczyna, dom z Lanckorony, dom z Czchowa oraz dom z Lipnicy Murowanej. W zrekonstruowanych domach mieści się m.in. zakład krawiecki, pracownia rzeźbiarska, apteka, pracownia zegarmistrza i zakład fotograficzny. Ekspozycja jest żywa tzn. zwiedzający nie tylko oglądają stylizowane wnętrza ale mają okazje przyjrzeć się pracy rzemieślników a nawet w niej uczestniczyć. Na terenie Miasteczka odbywają się koncerty, festyny i wystawy. Świeżo wybudowane miasteczko może śmiało pretendować do ostatniego w kraju miasta zrealizowanego kompleksowo i konsekwentnie od podstaw. Nie razi tutaj sterylność nawierzchni i faktur ani żadne techniczne instalacje wymagane choćby ze względów p. pożarowych. Wszystko urządzono ze smakiem.

Obserwując krajobraz autentycznych galicyjskich miasteczek, nabiera się wrażenia, że wiele z nich miałoby a do zaoferowania podobny i co więcej prawdziwy walor. W podobnym stylu dzięki umiejętnej polityce przestrzennej możliwe byłoby utrzymanie choćby rynku w Tymbarku, w Lipnicy Murowanej, w Grybowie, w Myślenicach itd… Przykłady takich zamierzeń występują np. we Francji, gdzie udaje się zachować wygląd i nastrój całych zespołów historycznej zabudowy pochodzącej nie tylko z XVIII w. ale nawet ze średniowiecza. W Polsce panuje niestety specyficzne bezguście objawiające się kulturą tujowych skwerów i drewnianych kół od wozów ostentacyjnie eksponowanych na odlewanych żeliwnych balustradach reklamujących piwo. Zatem ratunkiem pozostaje nam wizyta w Galicyjskim Miasteczku, które szczerze i gorąco wszystkim polecam.

Miasteczko Galicyjskie

 Repliki domów przysłupowych z Zakliczyna. Mieszczą sklep kolonialny, magiel i salon fryzjerski oraz posterunek żandarmerii. (fot. P. Skucha, czerwiec 2011 r.)

Miasteczko Galicyjskie

 Rynek w Miasteczku Galicyjskim. W głębi widoczna karczma z Orawki. (fot. P. Skucha, czerwiec 2011 r.)

Miasteczko Galicyjskie

Perspektywa rynku. (fot. P. Skucha, czerwiec 2011 r.)

Miasteczko Galicyjskie

Widok na rynek i domki (od lewej) z Lanckorony i kolejne trzy z Krościenka. (fot. P. Skucha, czerwiec 2011 r.)

Miasteczko Galicyjskie (fot. P. Skucha, czerwiec 2011 r.)

Miasteczko Galicyjskie

Perspektywa rynku zamknięta dominującą bryłą ratusza ze Starego Sącza. Na pierwszym planie kapliczka z Lipnicy Murowanej z figurą św. Jana Nepomucena, dalej studnia altanowa. (fot. P. Skucha, czerwiec 2011 r.)

Miasteczko Galicyjskie (fot. P. Skucha, czerwiec 2011 r.)

sobota, 21 maja 2011

Poniższe zdjęcia przedstawiają eksponowany w Nadwiślańskim Parku Etnograficznym w Wygiełzowie młyn wodny pochodzący z miejscowości Sadek. Zabytek pochodzi z II połowy XIX w. Pod jednym dachem umieszczono funkcję młyńską i mieszkalną  Połowa budynku od strony koryta młynówki mieściła oczywiście część przemysłową .

Niestety nie zachowało się oryginalne wyposażenie mlewnika. Na aktualny wizerunek budynku znacznie rzutuje brak koła wodnego, co utrudnia odczytanie pierwotnej funkcji zabytku. Wewnątrz  odtworzono częściowo wyposażenie izby mieszkalnej.

Pod wschodnią elewacją wyeksponowano kamienie młyńskie – bieguny.

 

Młyn z Sadka

( fot. P. Skucha, maj 2011 )

Młyn z Sadka

( fot. P. Skucha, maj 2011 )

Młyn z Sadka

( fot. P. Skucha, maj 2011 )

czwartek, 05 maja 2011

Poniższe zdjęcia przedstawiają nieczynny młyn wodny przy ul. Podgórskiej w Andrychowie. Zachowany budynek powstał w 1860 r. Wraz z usytuowanym po drugiej stronie młynówki i niestety nieistniejącym już tartakiem wodnym stanowił własność rodziny Okrzosów i Kusiów. Młyn, dzieląc losy wielu innych tego typu zakładów został zamknięty na skutek nieprzychylnej polityki państwa w 1955 r. Do końca funkcjonowania był napędzany kołem wodnym nasiębiernym. Architektura młyna wyróżnia się dosyć ciekawym detalem, co w przypadku obiektów przemysłowych o podobnej funkcji i skali zdarzało się rzadko . Elewację północną zdobi kunsztowny portal, ząbkowany gzyms i sztukateria wyobrażająca motywy roślinne. Niestety nie zachowało się wyposażenie wnętrza, co zdaniem gospodarza jest głównym powodem dla jakiego konserwator nie umieszcza obiektu w rejestrze zabytków.

Jedynymi zachowanymi elementami napędu jest eksponowany przed wschodnia elewacją oryginalny wał koła oraz prezentowany w ogrodzie  kamień młyński tzw. „Francuz” wykonany ze znanych i cenionych w przemyśle młynarskim kamieni sprowadzanych z terenu Francji.

Zachowany murowany budynek młyna, drożna lecz wypłycona młynówka, fundamenty budynku tartaku wodnego, grobla oraz spiętrzenie wody na dawnym stawie.

Budynek młyna stanowi część niezwykle osobliwego prywatnego muzeum, poświęconego historii i kulturze Andrychowa. Obok we wnętrzach budynku mieszkalnego eksponowane są bogate zbiory historycznych przedmiotów codziennego użytku, dokumentów, obrazów i wyposażenia wnętrz. W osobnym budynku zgromadzono pamiątki dotyczące kultury andrychowskich Żydów.

Muzeum Historyczno Etnograficzne w Andrychowie jest udostępnione do zwiedzania po wcześniejszym uzgodnieniu z gospodarzem – panem Edwardem Wincentym Szlagorem.

Polecam stronę Muzeum: http://www.muzeum.andrychow.pl

Młyn w Andrychowie

Budynek młyna z 1860 r. Widok od strony młynówki. (fot. P. Skucha, kwiecień 2011 r.)

Młyn w AndrychowieZachowany oryginalny wał koła młyńskiego, eksponowany pod wschodnią elewacją. (fot. P. Skucha, kwiecień 2011 r.)

Młyn w Andrychowie

Budynek młyna od strony młynówki. Widoczny zamurowany otwór, wktórym osadzony był wał koła.(fot. P. Skucha, kwiecień 2011 r.)

Młyn w Andrychowie

Okienko w elewacji wschodniej budynku młyna. (fot. P. Skucha, kwiecień 2011 r.)

Młyn w Andrychowie

Dekorowany portal wejściowy w elewacji północnej. (fot. P. Skucha, kwiecień 2011 r.)

Młyn w Andrychowie

Zachowany oryginalny biegun  - "Francuz" z widocznym otworem na osadzenie paprzycy oraz zaokrąglonymi ryflami usprawniającymi proces przemiału. (fot. P. Skucha, kwiecień 2011 r.)

wtorek, 03 maja 2011

 

Wystawa rysunków prof. Wiktora Zina

 

Centrum Kultury i Sportu

w Krzeszowicach

Galeria w Pałacu Vauxhall

zaprasza na wystawę

RYSUNKU I MALARSTWA

W I K T O R A  Z I N A

6 maja 2011, piątek

godz. 18.00

Tego znakomitego architekta i genialnego rysownika reklamować nie trzeba – z telewizyjnych programów i audycji radiowych zna go cała Polska. Nie wszyscy natomiast wiedzą, że Profesor szczególnie kochał nasze Krzeszowice, że wielokrotnie organizowane były jego spotkania „piórkiem i węglem” oraz aukcje powstałych na nich rysunków, a dochód z nich Profesor przeznaczał w całości na zasilenie Interwencyjnego Zespołu Pomocy Międzyludzkiej. On też wraz ze studentami wykonał dokumentację Pałacu Potockich, był promotorem prac magisterskich o Pałacu i czynił starania o to, aby ten piękny obiekt służył ludziom.

Jak napisał w swojej książce „Zin Architekt piękna” Jerzy Skrobot: Określanie profesora Zina mianem człowieka renesansowego jest zapewne truizmem, lecz trudno pominąć ten epitet, jeśli przyjdzie wyliczyć specjalności, w których jest mistrzem: architekt, konserwator zabytków, rysownik, malarz, scenograf, pedagog, pisarz, osobowość telewizyjna, znakomity mówca i gawędziarz, kulturoznawca, ba, nawet urzędnik państwowy…Krótko mówiąc jedna z najciekawszych postaci polskiej kultury drugiej połowy XX wieku (…)

Informacja ze strony: http://www.kulturakrzeszowice.pl

W nawiązaniu do wpisu z 1 sierpnia 2010 r. zamieszczam kolejne zdjęcia drewnianych domów o konstrukcji zrębowej z Lanckorony.

Ostatnie dwie fotografie dotyczą budynku, gdzie ubytki tradycyjnego uszczelnienia szpar pomiędzy belkami zastąpiono pianką poliuretanową. Pianka jest wygodna, praktyczna i mniej pracochłonna, ale ileż autentyczności mają w sobie uszczelnienia ze słomianych warkoczy pokrytych warstwą gliny.

Dom w Lanckoronie

(fot. P. Skucha, kwiecień 2011r.)

Dom w Lanckoronie

(fot. P. Skucha, kwiecień 2011r.)

Dom w Lanckoronie

(fot. P. Skucha, kwiecień 2011r.)

Dom w Lanckoronie

(fot. P. Skucha, kwiecień 2011r.)

Dom w Lanckoronie

(fot. P. Skucha, kwiecień 2011r.)

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Młyn w Szreniawie

Młyn w Szreniawie, widok od strony młynówki. Fot. P. Skucha, kwiecień 2011 r.

Młyn w Szreniawie koło Proszowic należy do najpiękniejszych, najlepiej zachowanych najbardziej malowniczych i najciekawszych zabytków młynarstwa w Małopolsce. Powstał jako młyn wodny na przełomie XIX i XX w. na młynówce odgałęziającej się od koryta rzeki Szreniawy. Budynek drewniany o konstrukcji słupowej, trzykondygnacyjny, posadowiony na fundamentach betonowych, a w części nad korytem młynówki na wysokich betonowych słupach, które być może zostały wprowadzone w trakcie przebudowy młyna (data 22.XI.1958 umieszczona na betonowym murku przy stawidle). Początkowo stanowił własność żydowską. Obok młyna zachowany jest murowany z cegły budynek mieszalni mąki a po drugiej stronie podwórka dom młynarza. Malowniczości dodaje omszone drewniane stawidło oraz komora turbinowa mieszcząca czynną turbinę pionową Francisa. Obok betonowy jaz spiętrzający wodę młynówki.

Wewnątrz zachowało się oryginalne wyposażenie: mlewniki walcowe umieszczone w historycznych zabudowach prod. węgierskiej (GANZ DANUBIUS Budapest) i rosyjskiej, odsiewacze cylindryczne oraz wialnia i krajalnica do kaszy.

Młyn pozostaje autentycznym i co ważne czynnym zabytkiem techniki. Nadal dokonuje przemiału napędzany siłą wody. Odwiedziwszy młyn spotkałem się z ogromną życzliwością jego gospodarzy, którzy udostępnili wnętrze zabytku, zaprezentowali maszyny i przedstawili proces produkcji mąki. Obiekt figuruje na utworzonym w 2003 r. szlaku rowerowym  „Młynów Doliny Szreniawy”.

Młyn w Szreniawie

Fot. P. Skucha, kwiecień 2011 r.

Młyn w Szreniawie

Widok na drewniane stawidło i komorę turbinową. Fot. P. Skucha, kwiecień 2011 r.

Młyn w Szreniawie

Przylegający do młyna budynek mieszalni mąki. Fot. P. Skucha, kwiecień 2011 r.

Młyn w Szreniawie

Historyczna obudowa walca. Fot. P. Skucha, kwiecień 2011 r.

Młyn w Szreniawie

Fot. P. Skucha, kwiecień 2011 r.

Młyn w Szreniawie

Wnętrze młyna. Fot. P. Skucha, kwiecień 2011 r.

W sąsiedztwie młyna znajduje się budynek stacji Szreniawa; wąskotorowej kolejki dojazdowej wybudowanej na odcinku Kazimierza Wielka – Posądza w latach 20 – tych XX w., a zlikwidowanej ostatecznie w 1996 r. Spiętrzenie wody na jazie młyna służyło także do zaopatrywania stacji pomp przy stacji kolejki.


czwartek, 10 marca 2011
poniedziałek, 07 marca 2011

Zamieszczam kilka zdjęć historycznych obiektów z Przełęczy Gruszowiec w Beskidzie Wyspowym. Zdjęcia wykonałem wędrując wzdłuż drogi od Gruszowa do Dobrej. Wbrew pozorom w dużej części Beskidów historyczna architektura drewniana jest już rzadkością. Stare chałupy występują sporadycznie, najczęściej w oddalonych od wsi przysiółkach. We wsiach na obszarze Beskidu Wyspowego dominują murowane, trzykondygnacyjne domy z lat 70 – tych. Obok wyrastają „jak grzyby po deszczu współczesne budynki”. Panuje totalny nieład przestrzenny, bałagan architektoniczny i krajobrazowy. Najbardziej razi kolorystyka budynków. Z bliska uderza rozmaitość materiałów. Blacha trapezowa przeplata się z płytami eternitowymi, szarą dachówką betonową, dachówką ceramiczną itp…

Zauważyłem, że na obszarze rozciągającym się na południe od Krakowa, aż po granice słowacką, najwięcej drewnianej starej zabudowy przetrwało w Tatrach, na Spiszu i na Orawie. Stosunkowo dużo drewnianych chałup występuje jeszcze w  rejonie pomiędzy Skawiną i Suchą Beskidzką, natomiast na obszarze Beskidu Wyspowego i Pogórza Wielickiego historyczna drewniana zabudowa jest stosunkowo rzadka. Ta sytuacja wynika w dużej mierze z dostępności miejsc. W miejscowościach zlokalizowanych przy głównych drogach prowadzących do dużych miast masowo wykupują działki ich mieszkańcy. Zabudowują parcele budowlane, na których szybko wyrastają pastelowe domki.  Zachodzi tzw. proces suburbanizacji, który polega na stopniowym dogęszczaniu tkanki miejskiej i migrowaniu przedstawicieli młodszego pokolenia na prowincję, gdzie z czasem dotrze urbanizacja. Oczywiście wysoko położone przysiółki w Gorcach czy na terenach objętych ochroną unikną tego zjawiska, ale łatwo dostępne wioski w okolicy Myślenic już przekształcają się w willowe osiedla. Gdy wyruszam np. w Dolinę Stradomki  z kserokopiami stron  z katalogów zabytków techniki opracowanych przez prof. Janusza Bogdanowskiego w latach 60 – tych. zastanawiam się jak zareagowałby wówczas ich autor na widok krajobrazu nam współczesnego? Przedmiotowe opracowania zawierają zdjęcia i rysunki dawnych młynów, jazów i tartaków. Gdy posługując się takim katalogiem trafiam pod konkretny adres, najczęściej okazuje się, że po dawnym młynie nic nie zostało, a jeśli już to zarośnięte koryto młynówki i pozostawiony na pamiątkę pod balkonem kamień młyński.

Naprawdę trzeba się spieszyć aby ostatnie obiekty oglądać, zanim całkiem przepadną.

Przełęcz GruszowiecKapliczka na Przełęczy Gruszowiec. (fot. P. Skucha, marzec 2011r.)

Przełęcz GruszowiecRozwalająca się chałupa u wylotu Przełęczy nad Dobrą. W tle budynek współczesny. ( fot. P. Skucha, marzec 2011r.)

Przełęcz Gruszowiec

Dawna droga z Mszany w kierunku Dobrej miała trudniejszy profil. W obrębie Przełęczy Gruszowiec charakteryzowały ją ostre zakręty. Zdjęcie wykonałem z "nowej" drogi. Widoczny sklepiony kamienny przepust nad potokiem i fragment historycznego "gościńca".

Przełęcz Gruszowiec

Przełęcz Gruszowiec

Kapliczka ludowa osadzona na fundamencie z dawnego kamiennego żarna . Motyw często wystepujący w krajobrazie małpolskich wsi. Szacunek do zużytego kamienia, jako wieloletniego "żywiciela" rodziny (czy w odniesieniu do kamieni młyńskich; całych  wsi ), oraz praktyczny ksztłt powodował, że artefakt znajdował zastosowanie w małej architekturze sakralnej. Funkcja fundamentu kapliczki ludowej, zapewniała mu ekspozycję, długowieczność i pamięć.(fot. P. Skucha, marzec 2011 r.)

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16