Blog ma na celu popularyzację zagadnień związanych z zabytkową architekturą, krajobrazem kulturowym i problematyką ochrony, konserwacji oraz adaptacji obiektów zabytkowych.
O autorze
Zakładki:
KONTAKT: Piotr Skucha, e-mail: pskucha@wp.pl
Kopiowanie, publikowanie i wykorzystywanie treści zamieszczonych na niniejszym blogu bez wcześniejszej konsultacji z jego autorem jest absolutnie zabronione!
Kopiowanie zdjęć lub ich fragmentów bez zgody autora jest zabronione. USTAWA z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
ARCHITEKTURA MILITARIS:
CZASOPISMA:
DEFINICJE:
INSTYTUCJE:
KONSERWACJA ZABYTKÓW
PARKI KULTUROWE:
SKANSENY I MUZEA:
STRONY O ZABYTKACH:
STRONY PRZYJACIÓŁ I INNE GODNE POLECENIA:
URZĘDY:
WYBITNE POSTACIE:
ZABYTKI TECHNIKI:
ZABYTKOWA KOLEJ:
poniedziałek, 01 listopada 2010

Przedstawiam ponure zdjęcia strawionej pożarem zabytkowej wieży ciśnień na stacji kolejowej w Wolicy w woj. Świętokrzyskim.

Obiekt powstał w okresie budowy Drogi Żelaznej Iwanogodzko – Dąbrowskiej czyli około 1885 r. Wieża przez dziesiątki lat zaopatrywała w wodę parowozy. Kres epoki pary na tym odcinku szlaku kolejowego nastąpił dopiero pod koniec lat 80 – tych XX w. po ostatecznym wygaszeniu  lokomotyw parowych w niedalekiej Parowozowni Sędziszów. Zresztą wieża nie była już wówczas użytkowana, pozostając niezwykle malowniczą pamiątką epoki prosperity dróg żelaznych.

Stacja w Wolicy stanowi przykład typowej pod względem architektonicznym i przestrzennym niewielkiej stacji na szlaku kolejowym łączącym Dęblin z Zagłębiem Dąbrowskim. Pierwotnie nosiła nazwę „Chęciny”, ze względu na bliskość tego miasteczka i kojarzonymi z całą okolicą  ruinami zamku w Chęcinach. Przyporządkowywanie nazwy stacji kolejowych oddalonym aczkolwiek względnie bliskim i bardziej znanym miejscowością niż ta, przez którą faktycznie przeprowadzono kolej było w tym okresie częste (podobnym przykładem było nadanie nazwy „Rabsztyn” stacji w oddalonym o kilka km. Jaroszowcu).

Stacja w Wolicy, tj. budynek dworca oraz wieża wodna zostały wpisane do rejestru zabytków jako jeden z bardzo nielicznych obiektów kolejowych w całym województwie (zespół dworca kolejowego, nr rej.: 1193/1-3 z 10.12.1998).

Przeglądając wojewódzkie rejestry zabytków łatwo zauważyć, że historyczne budynki kolejowe pomimo swojej kunsztownej, niemal pałacowej  architektury, wyjątkowych walorów krajobrazowych, kulturowych i wartości historycznych  wzbudzają niedostateczne zainteresowanie służb konserwatorskich. Jest to szczególnie zauważalne w woj. Świętokrzyskim, gdzie infrastruktura kolejowa nie była rozbudowana a zachowane nieliczne ale wspaniałe obiekty będące spuścizną inwestycji z przełomu XIX i XX w. pozostają zapomniane i ulegają sukcesywnej dewastacji. Dobitnym przykładem niechęci konserwatora do zabytków techniki związanej z koleją jest fakt wykreślenia z rejestru zabytków 11 września 2009 r. linii kolei wąskotorowej na odcinku od stacji Pińczów do Koniecmostów pod Wiślicą oraz od stacji Sędziejowice do stacji Raków Opatowski, wraz z obiektami inżynieryjno-technicznymi. Jednym z niekorzystnych czynników decydującym o  tym stanie rzeczy jest z pewnością brak pomysłu na komercyjne wykorzystanie kolejowych obiektów. O ile w przypadku linii kolejki wąskotorowej możliwe byłoby prowadzenie ruchu turystycznego zapewniającego rekreację i promocję regionu, o tyle problematyczną byłaby potencjalna wodociągowa wieża wodna, której ergonomię wnętrza ogranicza specyficzna, dawna funkcja.

Wieża wodna w Wolicy wyróżniała się wyjątkowo interesującą forma architektoniczną i była prawdziwą perełką architektury drewnianej nie tylko w skali Województwa Świętokrzyskiego ale całego kraju! Uważana była także za jeden z najwspanialszych zabytków drewnianej architektury wieżowej w Polsce. Niestety 5 grudnia 2007 r. wybuchł pożar, który jedynie dzięki szybkiej i sprawnej akcji gaśniczej nie zniszczył całej substancji zabytku. Oczywiście realną przyczyną pożaru mogło być tylko podpalenie. Odkąd życie na historycznym dworcu zamarło, jego ukryty wśród drzewostanu pierwszy peron zamienił się w regularną melinę. Świadczą o tym liczne odpadki, szkło, kapsle i puszki po piwnie zalegające wokół ławki oraz pogorzeliska wieży.

Aktualny stan wieży wodnej budzi poważne obawy o jej przyszłość a tablice ostrzegające przed zawaleniem budynku nie wróżą nic dobrego. Mnie natomiast zastanawia fakt, dlaczego od momentu pożaru tj. od niemal 3 lat pogorzelisko nie zostało nawet uprzątnięte ze zwęglonych desek i belek, których gruba warstwa pokrywa posadzkę na poziomie parteru? Dlaczego nie zabezpieczono budynku przed szkodliwym działaniem deszczu i śniegu, nie zapewniono choćby prowizorycznie i tymczasowo pokrycia dachu? Nikt nie przejmuje się tym, że ogrodzenie z siatki autostradowej już dawno zostało wyłamane a kamienny stopień przed wejściem do budynku służy za ławkę dla podejrzanego elementu. Wstępne oględziny pozwoliły wywnioskować, że stalowa konstrukcja na której opiera się umiejscowiony na górnej kondygnacji zbiornik na wodę jest zachowana w dobrym stanie. Rekonstrukcji wymaga w zasadzie konstrukcja ścian osłonowych wraz z deskowaniem oraz pokrycie dachu. Możliwe byłoby wykorzystanie części zachowanych elementów, a sam układ konstrukcyjny pozostaje wciąż czytelny i zachowany w formie zwęglonej.

Biorąc pod uwagę wyjątkowy charakter zabytku techniki, jego niepowtarzalność, kunsztowność detalu ciesielskiego i zwyczajne piękno, może warto byłoby się pokusić o odbudowę co w przypadku jego niewielkiej kubatury nie byłoby wcale bardzo kosztowne? Wieża stałaby się wtedy wizytówką Wolicy oglądaną z okien przejeżdżających pociągów. Miejmy nadzieję, że wieża wodna nie padnie ofiarą ignorancji urzędników i społeczności lokalnej i nie stanie się wkrótce podmiotem  skorzystania z art. 13 Ustawy z dnia 23 lipca 2003 r. o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami (Dz.U. z 2003 r. Nr 162, poz. 1568 z późn. zm. - zwanej dalej Ustawą).

Wolica, wieża wodna

(fot. P. Skucha, październik 2010 r.)

Wolica, wieża wodna

(fot. P. Skucha, październik 2010 r.)

Wolica, wieża wodna

(fot. P. Skucha, październik 2010 r.)

Wolica, wieża wodna

(fot. P. Skucha, październik 2010 r.)


piątek, 22 października 2010

Przedstawiam fotoreportaż z pobytu w zabytkowej ruinie dawnej huty w Samsonowie. Pozostałości Huty Józef ze względu na oryginalną formę architektoniczną, wyraz estetyczny i kontekst historyczny stanowią obowiązkowy wątek przewodników i folderów opiewających wartości Kielecczyzny. Samsonów jest też stale wymieniany w albumach i opracowaniach  poświęconych perełkom krajowej historycznej architektury przemysłowej.

Osobliwy zabytek techniki wyeksponowany został w formie trwałej ruiny, otoczonej od zachodu bujną zielenią i doskonale wkomponowanej w układ osadniczy Samsonowa. Należy do niezwykle fotogenicznych obiektów. Niemal symetryczny układ wiąże wyniosła sylweta komina wielkiego pieca, górująca ponad murami dawnych budynków administracyjno – przemysłowych. U podnóża pieca zachowały się także pozostałości urządzeń hydrotechnicznych. Kamienna architektura samsonowskiej huty przypomina z większej odległości ruiny majestatycznego palacu. Dopiero gdy zwiedzający znajdzie się bezpośrednio w obrębie zespołu, bez trudu odczyta jego funkcję zakodowaną w charakterystycznym układzie ścian, otworów okiennych, portali i nadproży.

Na uwagę zasługuje umiejętne wyeksponowanie architektury - typowe dla krajobrazowo - architektonicznych rezerwatów w Anglii. Mury Huty Józef widnieją na obszernym płaskim placu  mocno odcinając się od tła zieleni. Żadnych obcych i zbytecznych elementów. Czysta, czytelna forma i spokojna neutralna przestrzeń do jej kontemplacji. Ruiny w oczach „rekonstruują” się same. Gratka dla sympatyków starej architektury przemysłowej, uczta dla oczu romantyków. Zobacz to!

W regionie istnieją inne zabytki techniki związane ze Staropolskim Zagłębiem Przemysłowym. Większość z nich udało mi się zwiedzić. Postaram się w miarę możliwości przedstawiać na blogu kolejne. Obok zdjęć wykorzystałem fragmenty treści z tablicy informacyjnej znajdującej się na terenie Huty.

Samsonów, Huta Józef( fot. P. Skucha, sierpień 2010 r.)

Samsonów, Huta Fózef( fot. P. Skucha, sierpień 2010 r.)

Samsonów, Huta Fózef( fot. P. Skucha, sierpień 2010 r.)

Samsonów, Huta Józef

( fot. P. Skucha, sierpień 2010 r.)

Samsonów, Huta Józef

( fot. P. Skucha, sierpień 2010 r.)

Samsonów

Kapliczka kolumnowa w sąsiedztwie ruin Huty Józef w Samsonowie. ( fot. P. Skucha, sierpień 2010 r.)

Samsonów

k

Samsonów

piątek, 15 października 2010
niedziela, 10 października 2010

Kościółek św. Bartłomieja na krakowskim Ludwinowie to osobliwy, ogólnie nieznany i niedostrzegany zabytek. Ukryty wśród bloków mieszkalnych i nieuporządkowanej zieleni jest ledwo widoczny z perspektywy przebiegającej obok ruchliwej arterii. Któż by się spodziewał, że na skraju nieuporządkowanego osiedlowego zieleńca, wprost pod wyniosłymi blokami kryje się malownicza barokowa kaplica o bogatej i burzliwej historii.

Został wybudowany w 1694 r. jako kaplica przy folwarku Grabiańskich według projektu architekta Ludwika Mikołaja Grabiańskiego, herbu Swieńczyc.

Na początku XVIII w. majątek przeszedł na własność Szymona i Ludwiki Luxarowiczów. W 1726 r. wieś Błonie (późniejszy Ludwinów) zakupił b.p. Szaniawski który przekazał majątek seminarium duchownemu księży Misjonarzy ze Stradomia.  W 1779 r. w kaplicy odprawiano już nabożeństwa dla wiernych a w 1782 r. ks. Jan Duwall – prepozyt tarnowski utworzył w Ludwinowie niezależną parafię od Skałki, obejmującą Dębniki, Rybaki, Ludwinów, Cegielnianą, Katarzyńskie, Kapelańskie, Stawisko i Podgórze.

Po pierwszym rozbiorze Polski, aż do 1782 r. w ludwinowskim folwarku ulokowała się siedziba austriackiego komisarza cyrkularnego J. Bauma von Appelshofen. W 1816 r. majątek kupił podgórski mieszczanin Franciszek Ripper. Dzięki jego staraniom w 1851 r. kościółek doczekał się remontu. W tym roku konsystorz tarnowski udzielił zezwolenia na odprawianie w ludwinowskiej kaplicy 4 nabożeństw w roku: w święto Przemienienia Pańskiego, dzień św. Heleny, dzień św. Bartłomieja oraz w Wielki Tydzień.

Pierwotnie barokowy budynek założony był na planie kwadratu. Dopiero w 1885 r. gdy majątek został zakupiony przez rodzinę Batków, przeprowadzono gruntowny remont i dobudowano kruchtę. Wewnątrz ufundowano ołtarz boczny z obrazem Matki Bożej Częstochowskiej. Według legendy obraz sprowadzono do Krakowa drogą wodną, „omijając” tym samym granicę austriacko – rosyjską.

Proces urbanizacji dotknął wieś Ludwinów już na przełomie XIX i XX w. Rozrastający się w Podgórzu przemysł i miejska infrastruktura zaczęła powoli dominować w krajobrazie „drewnianej” nadwiślańskiej osady. Jednak największe zmiany nastąpiły dopiero po II wojnie światowej w latach 70 – tych, gdy wolne przestrzenie w obrębie granic miasta zaczęto w błyskawicznym tempie zabudowywać osiedlami mieszkaniowymi. Miasto pochłaniało  resztki dawnych wsi szybko i agresywnie. Nowoczesna zabudowa wkraczała między ludwinowskie drewniane domki, pożerała sady, ogrody i wijące się miedzy nimi odwieczne ścieżki. Proces suburbanizacji następował gwałtownie a ówczesna polityka planistyczna nie liczyła się lub nie miała czasu się liczyć z historyczno – krajobrazowymi wartościami. Ten proces był szczególnie nasilony na terenie Nowej Huty a jego efekty są doskonale widoczne do dzisiaj. Zjawisko zostało świetnie opisane w książce Jerzego Sulińskiego „Kraków w procesie przemian”.

Kościółek św. Bartłomieja szczęśliwie oparł się dziejowym kataklizmom. Dzisiaj jest jedyną pozostałością dawnego folwarku i prawdziwą perłą architektury całej dzielnicy. Zupełna zmiana otoczenia zatarła jednak jego tożsamość. Stał się ukryty, niewidoczny  i wyrwany z kontekstu.

Kościółek św. Bartłomieja, Ludwinów(fot. P. Skucha, październik 2010 r.)

Kościół św. Bartłomieja, Ludwinów

(fot. P. Skucha, październik 2010 r.)

Kościół św. Bartłomieja, Ludwinów

(fot. P. Skucha, październik 2010 r.)

niedziela, 03 października 2010

Przedstawiam zdjęcie stodoły z Kamionki na Wyżynie Miechowskiej. Jest to jeden z ostatnich krytych strzechą budynków w całym regionie. Na połowie dachu leży wysłużona strzecha, na drugiej połowie uroczy eternit. "Oto Polska właśnie".

 

Stodoła w Kamionce( fot. P. Skucha, wrzesień 2010 r. )

czwartek, 30 września 2010

24 września nastąpiło długo oczekiwane otwarcie ekspozycji  w podziemiach pod płytą Rynku Głównego pt: „Śladami europejskiej tożsamości Krakowa”. Sprawa „przekopania” podziemi Rynku wzbudzała  wiele kontrowersji. Początkowo sceptycy wyrażali obawy przed zbyt pochopnym naruszaniem warstw, które stanowią znakomity preparat historii oraz niewskazaną ingerencją budowlaną w obrębie zabytkowego układu urbanistycznego. Na etapie realizacji kontrowersje wzbudzały pomysły projektantów. Przyznam, że na udostępnienie wystawy czekałem z ogromną niecierpliwością. Poniżej zamieszczam krótką refleksję na temat tego co zobaczyłem pod Rynkiem.

Muzea multimedialne stały się w ostatnich latach bardzo popularne. Klasyczne ekspozycje gdzie w przestronnych „klasztornych” salach mieściły się jedynie wypełnione eksponatami gabloty odeszły w cień, na rzecz błyskotliwych w pełni skomputeryzowanych i  interaktywnych wystaw. Raz wychodzi to lepiej, innym razem gorzej. Przykładem świetnego nowoczesnego i bardzo dobrze zorganizowanego muzeum jest niewątpliwie Muzeum Powstania Warszawskiego, gdzie nowoczesna obsługa doskonale koresponduje z autentycznym wnętrzem i rekwizytami. Podobnie jest w Tyskim Muzeum Piwowarstwa,  Muzeum Browaru w Żywcu, czy w Fabryce Schindlera na niedawno otwartej wystawie pt: „Kraków – czas okupacji 1939 – 1945”. Natomiast fatalne wrażenie zrobiła na mnie aranżacja Aquarium przy ul. Sebastiana w Krakowie  – powstałego w miejscu wiekowej, mocno zakurzonej ale arcy ciekawej i bardzo pouczającej wystawy Muzeum Przyrodniczego PAN. Cóż… sztuczne rośliny, żywe małpy  w klatce umieszczonej w zamkniętym pomieszczeniu, pstrokacizna i kicz wygrały z bardzo bogatą i interesującą krajową przyrodą.

Wiedząc, że w podziemiach Rynku jest przygotowywana „nowoczesna” ekspozycja obawiałem się z jednej strony najgorszego ale z drugiej wierzyłem, że autentyczne odkopane po setkach lat ruiny same się obronią stanowiąc przeciwwagę dla pop kulturowego monstrum. Oczekiwanie na otwarcie wystawy mijało w atmosferze objawiających się w mediach kontrowersji.

Miałem też na uwadze znaną oraz bliską mi książkę prof. Andrzeja Kadłuczki – autora projektu muzeum pod Rynkiem Głównym pt: „Ochrona zabytków architektury – zarys doktryn i teorii”. W jej treści wyczuwalna jest fachowość, wrażliwość i duża fascynacja ideą „rezerwatów architektonicznych”, które mnie także niezwykle frapują. To zapowiadało, że obawy mogą okazać się niepotrzebne.

Nie będę tutaj opisywał samej wystawy punkt po punkcie. Na ten temat pojawiło się w ostatnich dniach wiele informacji w mediach. Zresztą nie miałem czasu zapoznać się z jej treścią wnikliwie. Z pewnością będę to miejsce odwiedzał i przy kolejnych okazjach  nasuną się nowe spostrzeżenia. Napisze ogólnie i obrazowo, że:

Dokonano rzeczy z pewnością wielkiej. Udało się odkryć, zbadać i wyeksponować głębokie warstwy archeologiczne zalegające pod jedną z najistotniejszych pod względem historycznym przestrzeni w kraju i w tej części kontynentu. Inwestycja odbyła się w następstwie rozległych prac rewitalizacyjnych dotyczących powierzchni całego Rynku co sprawia, że była jednym z największych i najważniejszych przedsięwzięć budowlanych prowadzonych na obiektach zabytkowych w ostatnich latach. To co było ukryte pod płytą Rynku prędzej czy później musiało ujrzeć światło dzienne. Odkryte relikty zostały osuszone i zabezpieczone. Sama aranżacja muzeum to odrębny i w zasadzie tymczasowy problem.

Ekspozycja przedstawia  wzniesione z ciosów wapiennych  mury kramów bogatych, zachowane fragmenty drewnianych budynków, nawierzchni ulic, krawężników, systemu średniowiecznego wodociągu. Wprowadzono rekonstrukcję kuźni, fragmentu cmentarza  z ziemnymi mogiłami,. Jest też rekonstrukcja kramu handlowego wykonana na podstawie znalezionych szczątków a także instalacji wodociągowych z drewnianą studzienką. W gablotach znajdują się odnalezione przedmioty, m.in. biżuteria, ceramika a nawet czaszka ludzka z charakterystycznym śladem trepanacji.

Uwagę przyciąga duża makieta średniowiecznego Krakowa z typową dla tego okresu zabudową drewnianą i górującymi nad miastem wyniosłymi bryłami kościołów.

Związek miasta z Europą obrazuje diorama przedstawiająca w sposób schematyczny przebieg głównych szlaków handlowych na obszarze kontynentu z istotnym węzłem właśnie w Krakowie

W sensie architektonicznym wystawa jest poligonem nowoczesnych technologii muzealnych, mozaiką materiałów i faktur. Nie brakuje brukowych nawierzchni, ceglanych ścian, stalowych okładzin, gablot, drewnianych belek, wyniosłych grzbietów tzw. „świadków historii”, świateł, ekranów, monitorów, głośników itd…Wszystko miesza się i wiruje na wbrew pozorom stosunkowo niewielkiej powierzchni. Mankamentem jest zastosowanie tzw. sufitu napinanego. W jego błyszczącej fakturze odbija się światło i cienie murów powodując widma a tym samym zaburzenie skali elementów eksponowanych. Sufit znajduje się na różnej wysokości, momentami dosyć nisko  tak, że osoba o średnim wzroście bez problemu dotknie ręką jego miękkiej powierzchni przypominającej olbrzymią płachtę czarnej folii budowlanej.

Zwraca uwagę przeszklona konstrukcja fontanny i przeszklenia nawierzchni rynku wokół niej. Nad merytoryką dominują efekty specjalne: wizualizacje, odgłosy, ekran parowy itp…

Osobiście uważam, że ekspozycji odkryć archeologicznych i rezerwatów historycznej architektury  powinien towarzyszyć spokój. Wnętrze powinno nastrajać do zadumy, kontemplacji historii, sprzyjać skupieniu. Materia historyczna powinna być widoczna i w sposób klarowny oddzielona od współczesnej. Uważam, że wszystkie współczesne elementy  powinny stanowić tylko tło, niezbędne opisy i zabezpieczenia. Wyobrażam sobie podświetlone mury z ciosów wapiennych ostro odcinające się od ginącej w czeluściach i zupełnie niezauważalnej faktury betonowych ścian osłonowych. Neutralny betonowy pomost ze szklaną balustradą, dyskretnie przenikający nad zabytkowymi nawierzchniami, ścianami fundamentowymi i drewnianymi podwalinami średniowiecznych chałup. Taka jest właśnie rewelacyjna wystawa „Wawel zaginiony”, którą przed laty z pasją odwiedzałem nawet co tydzień. Wystawa pod Rynkiem jest inna. Panuje tam nastrój dobrej zabawy. Dla najmłodszych zwiedzających to prawdziwa uczta niczym nie przypominająca nudnych wycieczek do standardowych muzeów.

Na wystawie brakuje dużego i wyraźnego przekroju warstw archeologicznych obrazujących kompleksowo podnoszenie się poziomu Rynku. W prawdzie coś podobnego istnieje już w obrębie rezerwatu pod kościołem św. Wojciecha ale tamta ekspozycja pozostaje niestety zamknięta na głucho i niedostępna dla zwiedzających.

Zdjęcia poniżej przedstawiają eksponowane  relikty średniowiecznej architektury i infrastruktury. Fot. P. Skucha, wrzesień 2010 r.

Rynek Główny, podziemia, wystawa

Rynek Główny, podziemia, wystawa

 

Rynek Główny, podziemia, wystawa

 

Rynek Główny, podziemia, wystawa

 

Rynek Główny, podziemia, wystawa

 

Rynek Główny, podziemia, wystawa

Rynek Główny, podziemia, wystawa

 

piątek, 24 września 2010

Niniejszy wpis dotyczy bardzo skromnego i zazwyczaj niedostrzeganego detalu występującego w historycznej architekturze – maculców. Są to niewielkie czworokątne otwory będące pozostałością w murze po poziomych belkach rusztowań. Maculce przeważnie występują w ceglanej architekturze gotyckiej,  tam gdzie stosowano wysokie rusztowania. Świadczą o technologii ówczesnej budowy, dają wyobrażenie o rozpiętości rusztowań, profilach belek konstrukcyjnych, a przede wszystkim stanowią wbrew pozorom cenny akcent charakteryzujący średniowieczne budownictwo. Niestety na przestrzeni dziejów podczas remontów budynków maculce często zamurowywano. Postrzegano je jako zupełnie bezużyteczne i przypadkowe otwory, ułatwiające  oraz przyśpieszające proces erozji ceglanych elewacji. W XX w. maculce okazały się także znakomitymi kryjówkami a także miejscami gniazdowania miejskich gołębi i pustułek. W efekcie szlachetna ceglana elewacja  pokrywała się odrażającą warstwą białej substancji zawierającej kwas fosforowy atakujący i niszczący substancję budowlaną. Tymczasem według prawidłowych wskazań konserwatorskich, otwory po belkach rusztowaniowych powinno się chronić i zabezpieczać, traktując je jako integralny element historycznej architektury. Sposobem na zabezpieczenie maculców przed gołębiami jest zamurowanie otworu na sucho przy pomocy cegieł lub ich kawałków.

Baszta Sandomierska, Wawel, maculce

Maculce widoczne w murach Baszty Sandomierskiej na Wawelu. ( fot. P. Skucha, wrzesień 2010 r.)

Baszta Sandomierska, Wawel, maculce

Baszta Sandomierska na Wawelu. ( fot. P. Skucha, wrzesień 2010 r.)

Baszta Senatorska, Wawel, maculce

Maculce widoczne w murach Baszty Senatorskiej na Wawelu. ( fot. P. Skucha, wrzesień 2010 r.)

Kościół św. Piotra i Pawła

Maculce "zamurowane" cegłami na sucho w południowej elewacji transeptu kościoła Jezuitów św. Piotra i Pawła w Krakowie. ( fot. P. Skucha, wrzesień 2010 r.)

Kościół św. Piotra i PawłaPołudniowa elewacja transeptu kościoła św. Piotra i Pawła w Krakowie. ( fot. P. Skucha, wrzesień 2010 r.)

poniedziałek, 06 września 2010

Zamek w Bodzentynie powstał w połowie XIV w. z inicjatywy biskupa Bodzętego, który w 1355 r. przeniósł tu siedzibę dworu myśliwskiego z pobliskiego Tarczka. Na wzgórzu górującym nad doliną Psarki powstała wówczas budowla drewniana. Przed 1380 r. następca Bodzętego, biskup Florian z Mokrska wybudował gotycki zamek murowany - lokalną rezydencję biskupów krakowskich. W tym okresie średniowieczny Bodzentyn otoczono murami obronnymi, a zamek włączono w ich obwód. Według źródeł 19 czerwca 1410 r. na bodzentyńskim zamku gościł król Władysław Jagiełło. W 1413 r. miasto nawiedził pożar. W ramach odbudowy zniszczeń podjęto też kolejną przebudowę zamku. Wówczas w północnej części założenia dobudowano skrzydło mieszkalne. W XV w. z inicjatywy Fryderyka Jagiellończyka dobudowano skrzydło wschodnie. W XVI w. kolejni biskupi kontynuowali dzieło rozbudowy. W efekcie pod koniec XVI w. zamek przekształcono w kunsztowną rezydencję renesansową. W 1581 r. pracami budowlanymi kierował włoski architekt Jan Balcer. W XVII w. wybudowano skrzydło południowe. Ostatecznie w 1691 r. budowli nadano styl barokowy. Późniejsze prace polegały już na wykonywaniu doraźnych zabezpieczeń i remontów. W XVIII w. przy pracach wykończeniowych i zdobniczych pracował znany architekt Jan Fontana. W 1789 r. zamek w Bodzentynie przejęło państwo. Początkowo zamek był opuszczony następnie urządzono w jego wnętrzach spichlerz i szpital wojskowy, który funkcjonował do 1814 r . Później dawna rezydencja była już tylko niszczejącym pustostanem, choć w lepiej zachowanych i bardziej reprezentacyjnych wnętrzach okoliczna ludność urządzała zabawy. Stan techniczny niezabezpieczonych murów stale się pogarszał. Dodatkowo, mieszkańcy Bodzentyna zaczęli pozyskiwać z zamku budulec. W ciągu kilkudziesięciu lat opuszczony zamek zamienił się w regularną ruinę, którą w 1902 r. uznano za zabytek podlegający ochronie.

Z niegdyś świetnego zamku w Bodzentynie do dzisiaj pozostała malownicza i nad wyraz romantyczna ruina. Z układu ocalałych murów wynika plan dawnego budynku. Zachowane są fragmenty elewacji, z których odczytać można ilość kondygnacji, konstrukcję nieizachowanych  stropów i styl architektoniczny.  Czytelny jest obrys budynku, układ dziedzińca i dojazd. Od strony południowej zachował się kamienny, ozdobny portal bramy. Cennym detalem są zachowane na elewacjach herby: Ślepowron biskupa Krasińskiego i herb Nałęcz biskupa Jana Małachowskiego.

W pryzmach ziemi i gruzu, u stóp zamkowego wzgórza, jak również w obrebie samych ruin z pewnością zachowały się szczątki detali architektonicznych: gzymsów, attyk, ozdobnych portali czy kafli. Dobrym pomysłem byłoby w przyszłości wyeksponowanie w ruinach potencjalnych znalezisk  o ile takowe zostaną kiedyś w ogóle odkryte. Smutny los spotkał także średnioweiczne mury obronne Bodzentyna. Ich ostatni zachowany fragment zarasta dzika zieleń umożliwiając "burzymurkom" pozyskiwanie kamienia na budowę podwórkowej infrastruktury.

Zabytek utrzymany w stanie trwałej ruiny figuruje wraz z otaczającym parkiem – zwierzyńcem w rejestrze zabytków województwa świętokrzyskiego nr. rej.: A.217/1-4 z 15.02.1967 i z 17.02.1957

Bodzentyn, zamek, ruinaZamek w Bodzentynie. ( fot. P. Skucha, sierpień 2010 r.)

Bodzentyn, zamek, ruinaZamek w Bodzentynie. ( fot. P. Skucha, sierpień 2010 r.)

Bodzentyn, zamek, ruinaZamek w Bodzentynie. ( fot. P. Skucha, sierpień 2010 r.)

Bodzentyn, zamek, ruina

Zamek w Bodzentynie. ( fot. P. Skucha, sierpień 2010 r.)

Bodzentyn, zamek, ruinaZamek w Bodzentynie. ( fot. P. Skucha, sierpień 2010 r.)

Bodzentyn, zamek, ruina

Zamek w Bodzentynie. ( fot. P. Skucha, sierpień 2010 r.)

Bodzentyn, zamek, ruina

Zamek w Bodzentynie. ( fot. P. Skucha, sierpień 2010 r.)

niedziela, 29 sierpnia 2010

Przedstawiam zdjęcia kolejnych uroczych chałup. Tym razem jest to chałupa  w Dolinie Wierzchowskiej oraz w Grodzisku koło Ojcowa. Obydwie noszą ślady "modernizacji". Uwidacznia się pokrycie dachu papą na miejscu strzechy, która pokrywała budynki jeszcze 20 lat temu. Konstrukcja, proporcje i układ pomieszczeń nie uległy zmianom.

 

Chałupa, Wierchowie, chataChałupa w Wierzchowiu. (fot. P. Skucha, czerwiec 2010 r.)

Chałupa, Grodzisko, chataChałupa w Grodzisku. (fot. P. Skucha, sierpień 2010 r.)

 

poniedziałek, 09 sierpnia 2010

Widoczne na poniższych zdjęciach „ruiny” przypominają  odkopane mury starożytnych Pompejów. Tymczasem zabytek znajduje się w centrum Krakowa i są to odkryte  i wyeksponowane pozostałości Bastionu V „Lubicz”. Dzieło obronne  powstało w tym miejscu w latach 1861 – 1866, jako standardowy reditowy fort bliźniaczy do zachowanego przy Nowym Kleparzu Bastionu III.

W 1950 r. w związku z budową Nowej Huty i przebudową układu komunikacyjnego fort został wyburzony a pozostałości dolnych kondygnacji zasypane ziemią. Na początku lat 90 – tych przeprowadzono punktowe odkrywki zasypanych murów w celu określenia położenia reliktów fortu i oszacowania stopnia ich zachowania. Już wtedy brano pod uwagę przebudowę Ronda i możliwość wykorzystania ocalałych kazamat.

Wielka przebudowa Ronda Mogilskiego w latach 2007 – 2008 przyniosła odsłonięcie zachowanych fragmentów kaponier. Niestety wbrew wcześniejszym wyobrażeniom z fortu zostało niewiele. W dodatku zachowane fragmenty odnaleziono w innym miejscu niż przewidywano, co podważyło rzetelność prac badawczych wykonanych na początku lat 90 – tych. Udało się znaleźć i odsłonić dolną część ścian tzw. „kocich uszu” czyli dwóch kaponier, ułożonych na dnie fosy, symetrycznie względem osi fortu. O ile relikty kaponiery zachodniej zachowały się w stanie pozwalającym na odczytanie jej pierwotnego profilu, kształtu i położenia, o tyle wschodnie „kocie uszy” uzupełniono fantomem naśladującym przebieg zniszczonych murów. Utworzony podczas przebudowy plac znajduje się nieznacznie poniżej dawnego poziomu dna fosy. Można to zauważyć choćby po usytuowaniu parapetów  strzelnic. Z ocalałych fragmentów wynika kształt fortu, układ pomieszczeń oraz przebieg potern prowadzących do kaponier. W zachowanych częściowo portalach bram tkwią oryginalne zawiasy.

Podobnie jak w przypadku pozostałych krakowskich fortów reditowych ściany wykonane były z cegieł opatrzonych sygnaturą „K F”, co przypuszczalnie oznacza pierwsze litery nazwy producenta. Mur przedstoku wybudowano z cegieł oblicowanych kamieniem wapiennym. Detale tj. opaski portali, parapety, gzymsy oraz rzygacze wykonano z jasnego piaskowca.

Eksponowane fragmenty fortu są udostępnione do zwiedzania i opatrzone bogatą w ikonografię tablicą informacyjną. Niestety w ostatnim okresie uwidoczniła się znaczna dewastacja murów a także odspoinowanie cegieł. Ponieważ obydwa zjawiska znacznie się nasilają konieczna jest szybka i skuteczna interwencja konserwatorska połączona z zabezpieczeniem murów przed wandalami.

Rondo Mogilskie, Bastion Lubicz

Wewnętrzna, strona stoku, przy kaponierze północnej wymurowana z kamienia wapiennego. Widoczne masywne przypory, pierwotnie ukryte w płaszczu wału artyleryjskiego. ( fot. P. Skucha, 07.08.2010 r.)

Rondo Mogilskie, Bastion Lubicz

„Wnętrze” kazamaty w obrębie kaponiery północnej. W zburzonej do połowy wysokości ścianie tkwią ceglane parapety i pozostałości strzelnic dla broni ręcznej.( fot. P. Skucha, 07.08.2010 r.)

Rondo Mogilskie, Bastion LubiczWidok fragmentu placu z wyeksponowaną pozostałością północnej kaponiery. ( fot. P. Skucha, 07.08.2010 r.)

Rondo Mogilskie, Bastion Lubicz

Ściana poterny i wewnętrzna strona muru stoku. Nasilającym się problemem jest odspoinowanie cegieł w wyniku wypłukiwania zaprawy przez wodę i niszczycielskie  działanie niekorzystnych warunków atmosferycznych. ( fot. P. Skucha, 07.08.2010 r.)

Rondo Mogilskie, Bastion LubiczOś dawnej poterny prowadzącej do wnętrza kaponiery północnej. W ramach prac budowlano - konserwatorskich  zastosowano ceramiczną posadzkę i oświetlenie ścian w nawierzchni.  Widoczna postępująca dewastacja. ( fot. P. Skucha, 07.08.2010 r.)

Rondo Mogilskie, Bastion Lubicz( fot. P. Skucha, 07.08.2010 r.)

Rondo Mogilskie, Bastion Lubicz

( fot. P. Skucha, 07.08.2010 r.)

Rondo Mogilskie, Bastion Lubicz

Zachowany oryginalny zawias jednej z bram w korytarzu poterny. ( fot. P. Skucha, 07.08.2010 r.)

Rondo Mogilskie, Bastion Lubicz

Tablica informacyjna umieszczona na ścianie muru stoku. ( fot. P. Skucha, 07.08.2010 r.)

Rondo Mogilskie, Bastion LubiczWidok na odsłonięte fragmenty kojca południowego. Na drugim planie fantom "kocich uszu". Ekspozycja daje wyobrażenie o skali obiektu i umiejscowieniu jego części. ( fot. P. Skucha, 07.08.2010 r.)

Rondo Mogilskie, Bastion Lubicz( fot. P. Skucha, 07.08.2010 r.)

Rondo Mogilskie, Bastion LubiczUczta dla oka. To co  bardzo lubię - tajemnicze relikty historycznej budowli w otoczeniu wspólczesnej architektury i infrastruktury miejskiej. Romantyzm i funkcja. Ponad piaskowcową opaską widoczne otwory wentylacyjne. Kojec południowy. ( fot. P. Skucha, 07.08.2010 r.)

Rondo Mogilskie, Bastion Lubicz

Oś poterny prowadzącej do wnętrza kojca południowego. ( fot. P. Skucha, 07.08.2010 r.)

Rondo Mogilskie, Bastion Lubicz( fot. P. Skucha, 07.08.2010 r.)

Rondo Mogilskie, Bastion Lubicz